Prezydent Lech Kaczyński, po spotkaniu z premierem Donaldem Tuskiem, oświadczył, iż zgadza się na ratyfikację Traktatu Lizbońskiego w wersji rządowej bez jakichkolwiek dodatkowych zabezpieczeń.
W sumie, owe zabezpieczenia nie miałyby w zasadzie żadnego znaczenia - były jedynie symbolem niepełnej zgody na zapisy traktatu. Zresztą symbolem udawanej niezgody.
Czy elektorat PiS-u poczuł satysfakcję z takiej formy oporu? Jeśli tak, to zaiste zacznę się wstydzić, że do niego należałem. Mam nadzieję, iż większość z nas, niegdysiejszych zwolenników tej partii, zauważyła farsę i fałsz tego spektaklu politycznego. Nikt nie mówił o najtrudniejszych kwestiach - deprecjacji siły oddziaływania Polski w Parlamencie Europejskim oraz osłabienia suwerenności naszego kraju w zakresie polityki zagranicznej. Ślizgano się po powierzchni tematów natury moralno-obyczajowej.
PiS odegrał rolę: “chciałabym, ale sie boję”. Żenujące!
Napisane w Prawo | Tagi:Traktat Reformujący